A ja szukając czegoś w torebce znalazłam grudkę białka. Spojrzałam na to i pomyślałam: "przecież nikt nie zauważy" i po prostu ją zjadłam. Pogryzłam i połknęłam. Oczy zrobiły się straszne, jak u kota w nocy. Idąc przez miasto nagle spanikowałam, że to widać, że to cholernie widać, że co ja zrobiłam, ze przecież teraz już tylko ośrodek i że on na pewno pozna...
Lecz za przystankiem na 11 listopada leżały jej grudy wielkości grapefruitów i ja je wszystkie zapakowałam w papierek i włożyłam do torebki.
I się rozpłakałam, bo wiedzialam,ze go zawiodlam. Ze zrobilam źle, że ośrodek, i że jak mam iść, skoro szkola, dom, wszystko...I tak szlam i plakalam... Az sie obuziłam.
Rozpłakałam się,cała się trzęsłam i się czułam jak na białku.
To sa dla mnie najstraszniejsze sny.
Zmusiłam się jednak do ponownego zaśnięcia i śniło mi się, że zabarykadowałam się w krzysiowej kuchni, tylko nie wiem po co.