Chodzilam z Pellowskimi po takich ścieżkach zielonych bardzo, pełnych popękanych skorupek od jajek. I piękne były, jak po małych aligatorkach czy jaszczurkach.I po drodze zobaczyliśmy niebieską małpę na huśtawce.
Byliśmy w takiej szkole... przez okno zobaczyłam, że nowym garbusem w kolorze kawy z mlekiem przyjechała Basia. Ale nie widziała mnie, lub nie chciała widzieć, a ja przez przypadek w tej szkole wyrwałam taką maszynę, że jak kupisz Danonka za 15 zeta i się podłączysz do niej, to Ci pokaże jaki aktywny jesteś.No i tą maszynę zepsułam.
I kazano mi wyprowadzić się z miasta. I wzięłam ojca, Gośkę (w śnie miała może z 6 lat, ja też chyba młodsza byłam w ogole)i psa (miałam w śnie owczarka niemieckiego). I szliśmy. przez jakieś łąki, góry, pagórki, pola, mokradła, i dotarliśmy do takiego gospodarstwa, gdzie taki koleś mieszkał tylko z żoną i nie chciał nas przepuścić.No ale się zgodził w końcu i przeszlismy, ale miał sidła zastawione potem i ja w nie wpadłam, choć kazał mi je ominąć. I tak cholernie bolało, już czułam, jak ten metal wbija mi się coraz głębiej i czułam jeszcze, jak wszyscy krzyczą, jak jego żona wbija mi zastrzyk w gardło, ale tak cholernie bolało, że się obudziłam, cała zapłakana.