Śniło mi się, że byłam mężczyną. Mieszkałam w krainie, gdzie wielkim wstydem było jedzenie publiczne. Ludzie zamykali się w domach, w osobnych pokojach, szczelnie zamknięci dopiero spożywali dany posiłek. W miasteczku owym była również tradycja, że po śmierci danej osoby reszya mieszkanców przychodzila i brała sobie te wszystkie rzeczy nieboszczyka. Jak zmarł mój kolega w tym śnie, to byłam w szoku, że tak się sprawy mają, wypraszałam, wywalałam tych wszystkich ludzi jak się dało. Stwierdziłam, że muszę uciekać. (w śnie umiałam jako tako prowadzić, żona moja miala subaru - w śnie to było dla mnie jakieś duże auto), Pakowałam jak leci,żonie tez kazałam się spakować, ale ona bardziej była ichniejsza, szalała za rzeczami tego kolegi, który zmarł.
Do domu zaczęli walić ludzie drzwiami i oknami, nie miałam chwili do namysłu - wzielam rzeczy jak leci i broń (mialam w śnie bron!) i ruszyłam dziko tym autem taranując część z sąsiadów, bramę garażową, itp.
W śnie spałam. Śniło mi się, że do kryjówki, w której zamieszkałam, wdarły się zombie. Kilkoro z nich podeszło do mnie (wyglądali jak zombaki z nocy zywych trupow, jeden mial blond wlosy i takie wielkie, puste oczy i mowil do mnie). Ja sie cofalam, zamknelam za jakas prowizoryczną bramką, oni ją przeskoczyli, ja wtedy skoczyłam,mialam w dloni pistolet z dwoma kulkami, probowalam się zastrzelić - nie dalo rady.
I się obudziłam w swoim śnie z krzykiem. Zobaczyłam, że śpię w jakiejś piwnicy z zakratowanym oknem (pod ktorym jednak byla wąska szpara) i nagle usłyszałam jęk. Okazało się, że moj krzyk zwabił zombie, ktore tamtędy przechodziły. Nie dało się nic zrobić, nie mogłam się obudzić.
Teraz nie śpię. Myślę, gdzie tu kupić broń na zombi, jeśli zdarzy się kiedyś taka sytuacja, to ja jestem kompletnie nieprzygotowana!
Prawie codziennie śni mi sie, że dzieje się ze mną coś złego, albo wieszam się w lesie, albo wypadam z okna, wpadam pod pociąg.
Chciałabym mieć znow sny o dżungli.
Mam czasem noce, że zasypiam normalnie, jednocześnie widzę jak spię, widzę że śnię i widzę co(patrzę na swoje cialo z gory, jakies 30-40 cm). Budzę się jednak rano bardzo zmęczona i przez pol dnia nie mogę dojść do siebie.
skomentuj (1)Śniło mi się, że nie spłałam. Że tylko czuwałam, pod powiekami wyobrażając coś sobie. Nie cierpię takich snów.
skomentuj (0)
|
No sniło mi sie, ze bylam u Zuzi, ktora meszkala z Branem na parterze
jakiegoś domu i jak ją odwiedziłam, to okazalo sie,ze ma ona wszystkie klucze do
rzeczy, na ktorych mi kiedys bardzo zalezalo,ktore bezpowrotnie utracilam. I
jeden z tych kluczy byl piekny,wielki, czarny, tylko mial zniszczona koncowke
(jakby stopiona,w formie spirali) i nie mogl nic otworzyc. I ten klucz wlasnie
najabrdziej chcialam. Najdziwniejsze, ze ten sen byl taki wyrazny, bo gdy przytulilam Zuzę, czulam te jej delikatna alabastrowa skore i
ten zapach piekny jej perfum.
Sny, w ktorych czuję zapach wydaja sie cholernie rzeczywiste, nie daja mi zazwyczaj spokoju przez caly dzien. |
śni mi się już parę dni, że pływam. w morzu. swietnie plywam, nurkuję i zwiedzam podwodne okręty.
sprawdzilam wlasnie w senniku,ze to oznacza krótkotrwałe przyjemności seksualne. no cóż.
Śniło mi się, że wypadły mi włosy, że kucnęłam w wielkiej sali pełnej śpiących w kołyskach dzieci i się zsikałam, a mocz był pełen krwi.
W śnie była moja pani od francuskiego z liceum, i prowadziła mnie i kogś na korepetycje. Kilka tygodni temu malam sen,ze uczę, i dzisiaj w nocy się okazało, że wróciłam do tych samych i byłam przerażona, że zapomnialam o nich, myslalam tylko o tym - jak moglam zapomnieć?
I snia mi sie dzieci. Mnostwo dzieci, ktorym jak sie blizej przyjrzysz okaze sie, ze to nie dzieci, tylko dorosli, rootnicy, dziadki, panowie w cylindrach, ktorzy tylko z daleka wyglądają jak niemowlęta.
Dziś śniło mi się, że razem z Gadzikiem zdecydowałyśmy się przenieść do podwodnego świata. Spakowałyśmy się, poszłyśmy na plażę (wszędzie rosły śliwki!),a tajemniczy książę przeniósł nas do nowego świata.
Okazało się, że spakowałyśmy w ogóle niepotrzebne rzeczy, ż nie słuchali tam hip hopu (Gadzik był załamany), a mi niezwykle była potrzena czarna sukienka, nie mam pojęcia teraz do czego). Kontaktowaliśmy się ze świataem zewnętrznym tylko za pomocą listów w butelce, więc zaraz taki wysłałyśmy.
Czasem śni mi się, że w dziadka domu w Rowach jest jeszcze jedno, ukryte piękne piętro, o którym nikt nie wie, pełne pokoi z wysokimi stropami, każdy z nich jest inny, niezwykle luksusowy,zapomniany i ja je odkrywam. Uwielbiam ten sen.
Urodziłam dziecko, które miało może z 5 cm, twarz jakiejś niepełnosprawnej dziewczynki. Próbowałam przystawiać je do piersi, Krzysiek nie chciał iść do sklepu po pieluchy i w góle miał to gdzieś, dziecko było zbyt słabe i zmarło mi na rękach.
Obudziłam się cała we łzach.
Tak to nic.
Albo nie pamiętam.
tak więcej, to nic.
A ja szukając czegoś w torebce znalazłam grudkę białka. Spojrzałam na to i pomyślałam: "przecież nikt nie zauważy" i po prostu ją zjadłam. Pogryzłam i połknęłam. Oczy zrobiły się straszne, jak u kota w nocy. Idąc przez miasto nagle spanikowałam, że to widać, że to cholernie widać, że co ja zrobiłam, ze przecież teraz już tylko ośrodek i że on na pewno pozna...
Lecz za przystankiem na 11 listopada leżały jej grudy wielkości grapefruitów i ja je wszystkie zapakowałam w papierek i włożyłam do torebki.
I się rozpłakałam, bo wiedzialam,ze go zawiodlam. Ze zrobilam źle, że ośrodek, i że jak mam iść, skoro szkola, dom, wszystko...I tak szlam i plakalam... Az sie obuziłam.
Rozpłakałam się,cała się trzęsłam i się czułam jak na białku.
To sa dla mnie najstraszniejsze sny.
Zmusiłam się jednak do ponownego zaśnięcia i śniło mi się, że zabarykadowałam się w krzysiowej kuchni, tylko nie wiem po co.
Tak kurewsko okropny sen,ze nie moge sie podnieść po nim.
Nic nie czuję, jestem nieobecna w tym śnie.
Śni mi się morze, morze pełne białej śmierci, które mnie wchłania, strasznie wrzeszczę w tym snie.
Śni mi się, że chcę popełnić samobójstwo.Idę na dworzec, w końcu się decyduję, rzucam się pod pociąg, a on... przejeżdża przeze mnie, jak przez ducha. Ja klękam, zaczynam płakać, jakiegoś szoku doznaję, ze jak to, a wszyscy do okola, wszyscy ludzie stojący na peronach zaczynają się śmiać, strasznie, okropnie śmiać, a jakiś pijany facet, śmiejąc się, mówi do mnie:nie mozna umrze, skoro jest się juz martwym.
Najgorsze jest to, że śniła mi się mama.
Była zupełnie pijana w tym śnie i śmiała się ze mnie.
Cały ten śmiech słyszę w głowie, choć już nie śpię.
I się obudziłam.
I pojechałam tam, żeby umrzeć i skończyć coś jeszcze, i tam było mnóstwo kobiet jednak, i wszystkie piły mleko.
A zamiast słońca rano, na niebie pojawiła się głowa mojego kota.
Dziwne, dziwne.
Chodzilam z Pellowskimi po takich ścieżkach zielonych bardzo, pełnych popękanych skorupek od jajek. I piękne były, jak po małych aligatorkach czy jaszczurkach.I po drodze zobaczyliśmy niebieską małpę na huśtawce.
Byliśmy w takiej szkole... przez okno zobaczyłam, że nowym garbusem w kolorze kawy z mlekiem przyjechała Basia. Ale nie widziała mnie, lub nie chciała widzieć, a ja przez przypadek w tej szkole wyrwałam taką maszynę, że jak kupisz Danonka za 15 zeta i się podłączysz do niej, to Ci pokaże jaki aktywny jesteś.No i tą maszynę zepsułam.
I kazano mi wyprowadzić się z miasta. I wzięłam ojca, Gośkę (w śnie miała może z 6 lat, ja też chyba młodsza byłam w ogole)i psa (miałam w śnie owczarka niemieckiego). I szliśmy. przez jakieś łąki, góry, pagórki, pola, mokradła, i dotarliśmy do takiego gospodarstwa, gdzie taki koleś mieszkał tylko z żoną i nie chciał nas przepuścić.No ale się zgodził w końcu i przeszlismy, ale miał sidła zastawione potem i ja w nie wpadłam, choć kazał mi je ominąć. I tak cholernie bolało, już czułam, jak ten metal wbija mi się coraz głębiej i czułam jeszcze, jak wszyscy krzyczą, jak jego żona wbija mi zastrzyk w gardło, ale tak cholernie bolało, że się obudziłam, cała zapłakana.
na szczęście nieodpowiednie osoby przestały mi przychodzić do snów i znów jest bezpiecznie.